Star Trek XI

Veni, Vidi, Live Long and Prosper...
Na tym blogu obiecałem kiedyś, że będziemy publikować materiały nie do końca związane tylko z Biblioteką Ossus. Zatem tym razem post na temat nowego Star Treka. Będzie krótko... :)

Nowy Startrek jest bardzo amerykański, powiela schematy i ma kilka nawiązań do SW. Tyle w skrócie. A teraz rozwijając...


Powiela schematy. Mamy tutaj jakiegoś złego, który mści się za krzywdy doznane w przeszłości, mamy zbuntowanego młodzieńca, który ze względu na przeszłość decyduje się wejść na nową drogę życia. Jednocześnie ów młodzieniec okazuje się geniuszem. Mamy mentora, który udziela rad... jakoś to wszystko gdzieś już było.
Jednocześnie widać kilka inspiracji Star Warsami. Nie wiem ile z nich tylko ja tak postrzegam - niemniej - pewne podobieństwa są. Podam tylko kilka:
  • “Stary Spock” przypomina mi jakoś Obi-Wana...
  • Stwory na lodowej planecie i scena gdzie większe zjadają mniejsze - do złudzenia przypomina scenę w głębinach Naboo w Epizodzie I Gwiezdnych wojen.
  • Nieliczne obce rasy w Federacji jako żywo przypominają obcych z klasycznej Trylogii.

Już powstrzymam swoje wodze fantazji, bo pewnie całego Star Treka uznałbym za nawiązanie do SW - ot zboczenie :).

Film jest dynamiczny, ale daleko mu do “starych” Star Treków. Nie postrzegam tego jednak za wadę. Czasy się zmieniły, kino się zmieniło. Nowy Star Trek w niektórych momentach bardzo udanie nawiązuje do całej serii. Drażni mnie jednak jego powierzchowność i fakt, że właściwie scenariusz został napisany "pod" chęć pokazania "Oryginalnego Spocka" czyli aktora Leonarda Nimoy.

Dlaczego jest powierzchowny? Otóż filmy spod znaku Star Trek zawsze szczyciły się swoistą pseudonaukowością. A w nowym filmie mamy bliżej niesprecyzowanego czerwonego gluta, który wywołuje czarne dziury, mamy podróże w czasie za pomocą czarnych dziur (wlecenie w czarną dziurę to skok w czasie - to przecież oczywiste!) - brakuje dywagacji Spocka czy jakiegoś innego Daty na temat ewentualnych innych możliwości. Mamy teleportację, ale nie powiedziane jest dlaczego Scotty jest lepszy w obsłudze transportera niż ktokolwiek inny...

Pewnie fani Star Treka czują się zawiedzeni - mnie się film jednak podobał. Kawałek niezłego “Sci-fi akcji”. Warto zobaczyć. W końcu to część jednego z największych cykli filmowych kina wieku dwudziestego. A jak Wam się podobał?

1 komentarze:

Mikołaj pisze...
27 maja 2009 16:06

Jako fan Star Trek, nie czuję się zawiedziony. Nie spodziewałem się, że XI będzie taka jak poprzednie filmy z serii (nie rozumiem dlaczego na poprzednich filmach wiesza się psy - to chyba teraz w modzie), ale trochę bym ten film zmienił.